Sesja do spektaklu 'Interfejs', fot. Janusz Gawron

Nota reżyserska spektaklu ‚Interfejs’! Premiera już wkrótce!

Sesja do spektaklu 'Interfejs', fot. Janusz GawronNie mogę się wytłumaczyć – odrzekła Alicja – ponieważ, jak pan widzi, nie jestem sobą.
[Lewis Carroll, Alicja w krainie czarów]

Czy jest coś takiego jak prawdziwe “ja”?
Jak znajdujemy prawdziwe „ja” i skąd wiemy, czym prawdziwe “ja” jest? Sama idea, że jest coś takiego jak prawdziwe “ja” jest oczywista. Jeżeli istnieje cokolwiek prawdziwego w świecie, to jestem to “ja”.

Spektakl Człowieka – jego chaotyczny dzień powszedni, gdy pragnie spokoju. Spektakl głowy, spektakl twarzy i ciała. Wirująca mozaika dźwięków i obrazów. Nieskończone próby komunikowania się ze światem zewnętrznym. Ten spektakl przed premierą odgrywany jest każdorazowo wewnątrz własnej głowy. Nawet jeśli na zewnątrz widnieje maska bohatera chwili, w środku trwa debata i nieustanne negocjacje. Kłamstwo. Prawda. Przenikanie. W środku krzyk, na ustach – milczenie. Na styku teatru, performansu, nowego cyrku – live act całkowity na oczach widzów.

Aktorzy: Gelos (grec. uśmiech), Lacrima (łac. łza), Facebook (ang. twarzoksięga) i Natłok Myśli.

Wewnętrzny dramaturg dostaje szału, krytyk rwie włosy z głowy, manager boi się stracić twarz, a twórca, czyli Człowiek, próbuje tylko przeżyć kolejny dzień wychodząc do ludzi. Ot tak, po prostu.

– No to mów, co myślisz Alicjo.
– Ja… ja myślę to, co mówię, a to jest właściwie to samo, proszę pana.
– Wcale nie. W ten sposób mogłabyś powiedzieć, że „widzę to, co jem” i „jem to, co widzę” mają to samo znaczenie.
– Mogłabyś także powiedzieć – niespodziewanie odezwał się zaspanym głosem Suseł – że „oddycham, kiedy śpię” ma to samo znaczenie, co „śpię, kiedy oddycham”.

Splątane nuty i gesty. Niewymowne … nigdy nieujęte w słowa. Słowa niewspółmierne myślom. Zmrożone. Półdech wstrzymany, gdy wzbiera. Czy jesteśmy więźniami własnej głowy? Sami sobie strażnikiem i współosadzonymi?

Jakie uczucia wzbudza w tobie pysk psa na kolanie, a jakie delfin przy dziobie jachtu w pełnych żaglach?
A same kolana?
A woda?
A ogień?
O, ten jest dobry i zły zarazem.
Pamięć komórkowa.
Koszmary, które śnimy od zarania dziejów – wszyscy.
A śnimy jeszcze o czymś innym?
Przecież harmonia to albo niegodny wiary banał albo nirwana nie do osiągnięcia za życia.
Mimo to wszyscy jej szukamy.
Dotykamy na chwilę w kontakcie z innym
i wylęknieni uciekamy
do własnej głowy.

Istnieje teoria pracy mózgu, twierdząca, że wszystkie sny, które mamy, są koszmarami, a mózg na czas śnienia dokonuje oszustwa wobec naszej świadomości. Lęki codziennego życia przeplata w snach z innymi, uspokajającymi elementami pamięci, by niczym prywatny terapeuta tym sposobem przepracować je i ułatwić nam funkcjonowanie. Mózg czuwa nad równowagą elementów koszmarnych i przyjemnych, osłabiając wspomnienie strachu i doprawiając całość w fazie REM przyjemną dawką dopaminy – hormonu szczęścia, by w ostatecznym rozrachunku obudzić nas zadowolonych, wypoczętych, gotowych na podbój świata. Chyba że… lęk jest zbyt silny i korze przyśrodkowej przedczołowej nie udaje się go zniwelować. Wtedy mózg odpala tryb awaryjny, momentalnie wybudzając nas z pełną pamięcią koszmaru, którego nie zdążył zatrzeć. My natomiast uzyskujemy wgląd w szczelinę w strukturze matrix, którą wytwarza dla nas nasz troskliwy mózg…

Pochodzę z północy. Morze jest mi bliskie i tęsknię za nim. Czasem na morzu “tak” lub “nie” – to decyzja życia. A jak jest na morzu własnych myśli? Tam „oddycham, kiedy śpię” ma to samo znaczenie, co „śpię, kiedy oddycham” – na morzu własnych myśli wydaje mi się… ale to mnie się wydaje… wasza kolej. Mózg, głowa.

 Bartosz Nowakowski